menu tygodnia

Obiad na winie, czyli otwierasz lodówkę i patrzysz, co się nawinie

Zupa - produkty

Cześć! Jakoś brak mi wspólnego mianownika w najbliższych planach. Chciałabym wypróbować wszystkiego po trochu i zrobił się rozgardiasz. Zarówno w gotowaniu jak i w życiu. Pytanie, czy to źle? Czy od czasu do czasu naprawdę nie możemy sobie pozwolić na lekki bałagan i brak super efektywnego planu? Ja sobie czasami pozwalam. Zawsze wtedy wydaje mi się, że M. się na mnie wścieka. Ostatnio odkryłam jednak, że to ja sama się na siebie wtedy wściekam i generuję nerwową atmosferę. Nie umiem się zdecydować i to jest najgorsze. Ani na to, jaką formę przybierze dzień. Bardziej aktywną, czy może leżącą. Ani na szczegóły, jeśli przynajmniej forma jest wiadoma. Czy jak już leżeć to wspólnie – film, czy razem, ale osobno –  kanapa i przeglądanie wszystkich społecznościówek, na które nie było wcześniej czasu. Ponieważ nie umiem się zdecydować, wybrana opcja nie satysfakcjonuje mnie w pełni i to jest dopiero dramat! Najlepiej byłoby, gdybym mogła się porządnie wyspać, wstać o 7:00, zjeść spokojnie śniadanie, pijąc kawę przeczytać wszystkie interesujące newsy, następnie pojechać na długą wycieczkę za miasto, wrócić do domu, ugotować zdrowy obiad, uciąć sobie przytulaśną drzemkę, przejrzeć wszystkie nieprzejrzane gazety, zjeść romantyczną kolację, zamienić się w boginię sexu, poczytać trochę głupawej beletrystyki, po czym zasnąć jak kamień. Tak brzmi idealny plan na sobotę. Nigdy nie udało mi się go zrealizować.

Ostatnio jednak doznałam oświecenia za sprawą kolejnego z internetowych memów i staram się żyć według recepty prof. Wiktora Osiatyńskiego, który w jednym z wywiadów powiedział podobno:

(…) Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność. Ja zapisuję rano, co mam zrobić. A chwilę potem skreślam połowę. To bardzo ważne, by siebie samego nie nastawiać na dzień czy na całe życie tak ambitnie, że niepowodzenie będzie nieuniknione. Jeśli człowiek chce za dużo osiągnąć, zaplanować, zrealizować, to jest stale z siebie niezadowolony. A może po to, by być z siebie zadowolonym, wystarczy robić rzeczy, które są potrzebne, godziwe, warte, dobre, bez wymagania od siebie więcej, niż można osiągnąć.

Niestety nie czytałam jeszcze nic Pana Profesora, nie znalazłam też wywiadu w całości. Cytat jednak uważam za mocno orzeźwiający. Podobnie jak orzeźwiające jest połączenie cytryny z imbirem lub porządnie ukiszony ogórek. Tym się w każdym razie będziemy zajmować w najbliższej przyszłości.

Oto, gdzie poniosła mnie fantazja w tym tygodniu:

Orzeźwiające inspiracje. Kuskus z kurczakiem w marynacie imbirowej.

Znienawidzone smaki dzieciństwa. Zupa ogórkowa.
Poniżej lista zakupów. Uwijajcie się z nimi, bo już nie mogę się doczekać wspólnego gotowania!

 

Lista zakupów:

Lista zakupów

  • 2 bułki wiejskie
  • 2 jajka
  • avocado
  • kiełki brokuła
  • płatki owsiane górskie
  • miód
  • orzechy laskowe
  • żurawina suszona
  • 1 duży banan
  • 3 pojedyncze piersi z kurczaka
  • cytryna
  • korzeń imbiru
  • olej rzepakowy
  • kuskus
  • 1 mała puszka kukurydzy
  • 3 małe brzoskwinie
  • natka pietruszki
  • mała pszenna bagietka
  • wędlina wołowa
  • 2 ogórki kiszone
  • masło orzechowe
  • mleko
  • jarzynka
  • 4 ziemniaki
  • śmietana 18%

Podobne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw komentarz